Adjutant następcy tronu : powieść z czasów wojny franc[usko]-pruskiej - strona 17
Nie było jednak takiego ruchu, jak przed chwilą.
Żołnierze tylko przechadzali się miarowym krokiem, sprawiając wartę, każdy w miejscu oznaczonem.
— Gdybym na nich zawołał, stanęliby w mojej obronie, nie pozwolili więzić, Wszak słyszałem, że wojsko jest do mnie przywiązane... Ale nie, nie, ja tego nie uczynię! Jestem synem cesarza, następcą tronu!
I dumnie wydął wargi. Po chwili znów rzekł:
— Ach, jak to nudno być następcą tronu! Wszystkiego nie wolno, wszystko sprzeciwia się etykiecie...
Zamyślił się.
— Czy i innym chłopcom w moim wieku także wielu rzeczy zabraniają?... czy także im mówią: nie wypada?
Nie mogł sobie odpowiedzieć na to pytanie.
Głód coraz więcej zaczął mu dokuczać.
Spojrzał na biały chleb, leżący na tacy. Nigdy mu się nie wydał tak białym i tak ponętnym.
Wziął go do ręki, poniósł do ust, nie ukąsił jednak, tylko położył energicznie z jakiemś wewnętrznem postanowieniem.
— Nie! Powiedziałem sobie, że nic nie dotknę, — i nie dotknę, choćbym umarł z głodu!
Żołnierze tylko przechadzali się miarowym krokiem, sprawiając wartę, każdy w miejscu oznaczonem.
— Gdybym na nich zawołał, stanęliby w mojej obronie, nie pozwolili więzić, Wszak słyszałem, że wojsko jest do mnie przywiązane... Ale nie, nie, ja tego nie uczynię! Jestem synem cesarza, następcą tronu!
I dumnie wydął wargi. Po chwili znów rzekł:
— Ach, jak to nudno być następcą tronu! Wszystkiego nie wolno, wszystko sprzeciwia się etykiecie...
Zamyślił się.
— Czy i innym chłopcom w moim wieku także wielu rzeczy zabraniają?... czy także im mówią: nie wypada?
Nie mogł sobie odpowiedzieć na to pytanie.
Głód coraz więcej zaczął mu dokuczać.
Spojrzał na biały chleb, leżący na tacy. Nigdy mu się nie wydał tak białym i tak ponętnym.
Wziął go do ręki, poniósł do ust, nie ukąsił jednak, tylko położył energicznie z jakiemś wewnętrznem postanowieniem.
— Nie! Powiedziałem sobie, że nic nie dotknę, — i nie dotknę, choćbym umarł z głodu!


