Adjutant następcy tronu : powieść z czasów wojny franc[usko]-pruskiej - strona 12
schylał, jakby na posadzce chciał się dopatrzyć urzeczywistnienia swoich planów.
To znów potrząsał głową, a charakterystyczny kosmyk włosów spadał mu na czoło, który z pewną precyzyą, właściwym sobie ruchem na bok odgarniał. I tak się w tych myślach pogrążył, że zapomniał o głodzie, który mu przed chwilą począł dokuczać.
Nie słyszał tez nawet, a może nie chciał słyszeć otwierających się drzwi i szelestu kroków
www.motobroker.pl
Stancje Wroclaw - Urlop Tacierzynski
wchodzących osób.
To Margot, córka pana de Villeroy, własnoręcznie przyniosła mu kawałek chleba na srebrnej tacy i takiż kubek, napełniony wodą.
Postawiła przed nim ten skromny posiłek, a jednocześnie wyjąwszy nieznacznie z za fałdów sukienki spory pakiet, podsunęła go pod podparte łokcie małego więźnia.
Lecz ten podniósł wzrok chmurny i, odsunąwszy pakiet, rzekł rozkazująco:
— Zabierz to! Nie potrzebuję niczyjej litości!
Margot spojrzała nań z wyrzutem, łzy woczach jej stanęły, ukryła jednak pakiecik przed wzrokiem ojca, który jednocześnie wszedł z nią i z panami Henrykiem Ancy i Emilem Gouret, niosącymi również własnoręcznie pościel i inne przybory dla młodego delikwenta.
Margot, ukłoniwszy się przesadnie dostojnemu więźniowi, odeszła. Panowie Henryk i Emil, również
To znów potrząsał głową, a charakterystyczny kosmyk włosów spadał mu na czoło, który z pewną precyzyą, właściwym sobie ruchem na bok odgarniał. I tak się w tych myślach pogrążył, że zapomniał o głodzie, który mu przed chwilą począł dokuczać.
Nie słyszał tez nawet, a może nie chciał słyszeć otwierających się drzwi i szelestu kroków
Darmowa reklama:
Opony Kormoran
Podzielasz nasze zainteresowania? Zobacz Opony Kormoran - licza się najlepsi.www.motobroker.pl
Stancje Wroclaw - Urlop Tacierzynski
To Margot, córka pana de Villeroy, własnoręcznie przyniosła mu kawałek chleba na srebrnej tacy i takiż kubek, napełniony wodą.
Postawiła przed nim ten skromny posiłek, a jednocześnie wyjąwszy nieznacznie z za fałdów sukienki spory pakiet, podsunęła go pod podparte łokcie małego więźnia.
Lecz ten podniósł wzrok chmurny i, odsunąwszy pakiet, rzekł rozkazująco:
— Zabierz to! Nie potrzebuję niczyjej litości!
Margot spojrzała nań z wyrzutem, łzy woczach jej stanęły, ukryła jednak pakiecik przed wzrokiem ojca, który jednocześnie wszedł z nią i z panami Henrykiem Ancy i Emilem Gouret, niosącymi również własnoręcznie pościel i inne przybory dla młodego delikwenta.
Margot, ukłoniwszy się przesadnie dostojnemu więźniowi, odeszła. Panowie Henryk i Emil, również
Oznaczenia: Opony Kormoran


