www.netmag.com.pl

Adjutant następcy tronu : powieść z czasów wojny franc[usko]-pruskiej - strona 10
— Jestem głupiec! czemu nie odniosłem się do ojca? Najjaśniejszy pan z pewnością byłby zrozumiał, że nie zawsze się ma ochotę do siedzenia z temi nudne mi rzeczami! — to mówiąc, rzucił na podłogę pudełko z przyborami do rysunku.
Z pudełka wysypały się cyrkle, elipsy, ekierki i, leżąc na podłodze, patrzyły nań świecącą swą powierzchnią, jakby chciały zapytać:
— Cóżeśmy ci zawiniły, że się tak z nami obchodzisz?
Chłopiec zaczął znów chodzić, usuwając nogą w kąt rozrzucone przedmioty.
— Jak was, tak wszystkie przeszkody będę zawsze usuwał z mej drogi! — szepnął stanowczym głosem, kopnąwszy nogą otwarte pudełko. — Ojciec?... co mi też przychodzi do głowy! — rzucił półgłosem. — Najjaśniejszy pan czyni zawsze to, co chce najjaśniejsza pani! — dodał z pewnym przekąsem.
I dalej myślał:
— Gdy zostanę cesarzem, wszyscy mi muszą ulegać. — Nie pozwolę, żeby mi kto narzucał swą wolę. Nie pozwolę, stanowczo nie pozwolę!
Zmarszczył brwi i zadumał się:
— Państwo moje musi być wielkie i potężne, naród utrzymam w posłuszeństwie, nie potrzeba będzie żadnej dobroczynności, na którą najja-